poczekaj chwilę nim klikniesz..






A
gdzie jest bobik?
okiem moim, utrwalone
banda deviantów
podobno coś o mnie still untranslated
5w4 mniej zdrowa
senner ..?

D
starzec fotograf
kobieta -wyspa
dziewczyna złego chłopca
znajoma strunowa
strzyga się strzyga

G
szkoła najlepsza
ee lektrycznie
orkeistrowa skarbnica
wspólne muzyką zabawy

C
strunowo kolorowo
najlepsze jakie widziałem
czas tutaj się zatrzymał
miasto nieodbudowane
Perttu ....
mo- mo-mo-mo-mo..
niech złowrogie jeże zasztyletują twoje płatki
57tuk4 60dn4 uw461


wszystkie zdjęcia
zamieszczone na tym blogu
są mojego autorstwa

kopiowanie i wykorzystywanie
bez zgody autora
łamie prawa autorskie
co może skutkować
postępowaniem karnym










wstecz

2008
listopad
październik
luty
2007
wrzesień
kwiecień
styczeń
2006
sierpień
lipiec
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik






..




jest mi zimno.
zimne ręce. palce.
zimne stopy.

części ciała oddalone od tuowia, tracące najwięcej ciepła zostają odłączone do centralnego
systemu ogrzewania narządów wewnętrznych, najistotniejszych do przeżycia.
[nigdy nie lubiłem biologii.
zawsze fascynowała mnie prostota i konsekwencja logika działania wszelkich mechanizmów
ciała ku samozachowaniu, samoprzeżyciu. i pełna automatyzacja.]


zimny nos.
jak widać, za duży.




coraz cześciej jest mi zimno.
i ciągle jestem choć trochę godny, cały czas mógłbym coś jeść, podjadać raczej.

paradoksalnie, na pasku kończą się mi dziurki. w stronę 'do mnie', zaciskając.



gdy leżę, czuję własne żebra.
czuję też coś w rodzaju ..talii? miejsca gdzie kończą się żebra i następuje nagłe zwęzenie tuowia.
oczywiście, kości biodrowe i to coś wokół nich, nie wiem dokładnie co to do cholery jest ale było
zawsze, sprawiaja że figura

mało ma wspólnego z typową męską.

na szczęście, wszystko można ukryć.
pod płaszczem na przykład.


płaszcz.

czarna rura z materiału z dziurą na nogi na dole
zakończona szalikiem na górze.

bo
bo zawsze chciałem mieć
bo wyglądam na poważniejszego
bo krój [podniesione, szerokie barki] sprawia mam bardziej męską sylwetkę. że mam męską sylwetkę.
bo m. lubi [choć chyba nie widziała mnie w nim ani razu]
bo czarny.



szalik jest dobry.
mniej zimno w szyję
imituje coś jak dotyk.
jak przutulenie.


muszę nosić szalik
bo przecież nigdy nikt przytulać mnie nie będzie.

[i czuję szczypanie oczu w kącikach. i trzeci mówi że 'no przecież nie, no przecież będziesz, przecież..'
a snr śmieje się na głos z naiwności poprzednika z ręką na brzuchu i nogami w wielkich białych
 butach na stole.]




kiedy ostatnio ktoś objął mnie rękami, wykonał ten tak emocionalnie naładowany gest?..



pamiętny uścisk f. na początku roku szkolnego 2006. z poetyckimi skutkami..



2007, ta dziwna historia, ta dziewczyna która powiedziała że mnie kocha.
ta dziwna historia, przecież to absolutnie nie pasowało..



m. i jej zmęczenie, zaufanie..

[przepraszam że wtedy byłem taki jaki byłem. za mało otwarty, za mało..
to było zaskoczenie, m. wiesz że ja wolno myślę, u mnie ruch musi poprzedzić myśl..
przepraszam..]



f. i jej problemy, choroba i ta sama sytuacja..
rozmawialiśmy o tym trochę..








4 razy?..







płaszcz. od spłaszczania.

tak, można ukryć sylwetkę, a raczej jej brak.
zostaję spłaszony do powierzchni materiału.


płaszcz. ewentualna energia, gesty, spontaniczność - spłaszczone do powierzchni czarnej rury.
trzeba być poważynm, przecież tak się poważnie wygląda.




..bo to nie jest tak że ja nie chcę.
że nie ma takiej możliwości. że nie umiem.
nie.
spontaniczność - wbrew ogólnej opinii - u mnie była i istnieje.
była? owszem. proszę - 2005, wrzesień. kostka, pełna naszywek, naklejka z pociągu.
wycieczka klasowa do kampinosu. skakanie z piaskowej góry, 'nogi jak sprężyny', zielona bluza z kapturem,
na twarzy banan.
to wszystko było. spontan, zabawa.
to nadal jest. we mnie. jest.
ile razy mam ochotę się pośmiać, z byleczego, ale z kimś. z przyjaciółmi których nie ma,
 połazić po mieście, porobić zdjęcia, powygłupiać się, pobawić się w miejskie gry, podchody
, jeździć na działki, na wakacje..
jest strach. nie ma nikogo, kto go zabierze. nie ma nikogo, nie ma nikogo obok kto sprawi
że nie będę się bał, wstydził, wahał. że będę mógł w dowolnym momencie zaśpiewać co chcę,
pobiegać, cieszyć się jak głupi, nawet robić coś co możnaby nazwać tańcem.

nie ma.
[nie ma też czasu. ja. i każdy też nie ma.]


a teraz już trzeba być dorosłym. poważnym. nie wolno takich głupot spontanów robić.

młody byłeś to już się nacieszyłeś. gimnazjum liceum kolegów miałeś, paczkę własną jakąś,
poszalałeś. teraz trzeba się uczyć.


co?! koledzy, paczka? co? o czym ty mówisz?..

i już? dzięki, te 1,5-2 miesiące na całe życie?..
tak?..

tak.


zmarnowałeś młodość, najlepszy okres z życia, dupku.




energia odbita od wnętrza płaszcza odbija się aż do zaniku, w wyniku strat przy kolejnych odbiciach.
energia nie zostaje przekształcona na energię do nauki czy obowiązków.
energia nie zostaje przekształcona na energię kinetyczną.
energia zostaje zmarnowana.









bo młodość jest jak współczynnik a, jak tangens kąta między osią OX a prostą. startujesz z punktu O,
z początku układu i to pierwsze lata, dzieciństwo i młodość decydują gdzie pójdzie prosta. czy do góry
czy w dół, pod jakim kątem. to taki klin,  podstawka na której podpiera się linia całego życia.
pan freud już to powiedział. a jak się spieprzy na początku, to dalej na ma co już liczyć na więcej.







zimny nos.
jak widać, za duży.



udaje mi się cię zobaczyć raz w tygodniu.
zawsze wydaje mi się że słyszę w twoim głosie zmęczenie.

ty, 'dziewczyna o kolorach..' pojawiasz się w drzwiach sali w grubym szaliku.
jesiennym szaliku.
takim szaliku w jakim mogłaś siedzieć pod drzewem, liśćmi klonu zasłaniając usmiechniętą twarz..
kolana miękną, balast w żółądku nabiera wagi i objętości. tylko przez ułamek sekundy, przecież to
nie taka sytuacja, nie można..
wychodzę z sali jak najdłużej mogę, patrząc na ciebie do samego końca.
2-3 minuty na cały tydzień.



jesteś tak piękna, że jak śpiewa myslovitz, chciałbym cię zamknąć w klatce.
mógłbym patrzeć na ciebie do końca życia..

[oh jak m.s. by sobie poużywała, pogardziłaby  wyznaniami mniej poetyckich niż 'nietota' i mniej
zakamuflowanych niż sens polonistycznych zawiłości. o tak, wszystko co dosłowne i bezpośrednie
to słowne gówno.]



znajduję na stronie wspólnoty bez nazwy, twoje zdjęcie.
uśmiech i oczy.
spełnienie marzeń..



jadę metrem, patrzę w szybę drzwi.

nigdy nie chciałabyś mieć u boku takiej męskiej pokraki.


nie muszę zadawać sobie pytań czy to ma sens.








po za tym to nie pasuje. ładni są z ładnymi. mniej ładni z mniej ładnymi. wyjątki z wyjątkami

nie jestem nikim z nich.
ty jesteś z tych pięknych, proporcionalnych opartych o liczbę fi.
pięknych na zewnątrz i wewnątrz.


ja jestem psychicznym śmietnikiem z za dużym nosem.
inteligenckim niedojdą, który tak sławny utwór słyszy po raz pierwszy i jeszcze go później
nie pamięta.



krok po kroku widzę że jestem twoim negatywem.
inteligencja pracowitość ambicje sens
wszystko. absolutnie nic nie jest dopasowane.

a te kilka cech o które cię podejrzewam..
podejrzewam. bo tak mało się znamy, tak mało rozmawiamy..
[gdy napiszę o zdjęciach, milkniesz, kończysz rozmowę..
wiem, to przeze mnie, przez moją paplaninę na tym spotkaniu,
przez to że za dużo o tym mówię..
przez to że to moje zdjęcia..]



ty żyjesz.
uczysz się, grasz na wiolonczeli, widzisz w tym wszystkim sens.
masz życie, masz siły. masz przyszłość.
wierzysz w Boga. tego przez B. masz wiarę.

masz przyjaciół, kontaktujesz się z ludźmi.


bawisz się, tańczysz, chodzisz do klubów, do '70.
cieszysz się życiem, póki możesz i masz na to czas.



[piątek wieczór, może jesteś na imprezie, może w klubie może na koncercie.
to normalne, przecież ty żyjesz.

a jednak nie, pojawiasz się.
czytam te literki pod twoim imieniem i trochę się dziwię.
ale tylko na chwilę.
przecież ty żyjesz, masz swoje życie. robisz w nim i z nim co chcesz.
możesz przecież robić też inne, o wiele gorsze rzeczy.
nie powinno mnie dziwić, przecież ty żyjesz. przecież nikt ci tego nie zabroni.]





[n dąży do zera. nadzieja.]


to ja jestem zepsuty.
zamknięty, przestraszony, zagubiony sam w sobie i w świecie, samotny, odrzucony a także
dobrowolnie oddalający się od ludzi.

rzeczy normalnie stają się z dnia na dzień coraz dziwniejsze, nagle stają się obce i równie nagle
zapominam co znaczą.
z takim człowiekiem nie można żyć. żeby z kimś żyć, trzeba mieć jakieś podstawy, jakoś działać.








[ah, m. ty jeszcze nie widziałaś tych stron.
opowieść jaką przekazałem f. w wakacje sprawiła, że notka o naszej rozmowie nie musiała mieć miejsca..
chociaż - nigdy nie wiadomo ile to katharsis będzie trwało..]

[będzie czas, i chyba wcale za nie długo, że zobaczysz te strony.
za wcale nie tak długo.]





znów wyląduje na dachu?
nawet po?..


nie, przecież jest ten pojebany przymus życia.
nie mogę żyć, bo nie pozwala mi na to mój połamany, zapętlony, zatopiony w mentalnym gównie umysł.
nie mogę nie żyć, bo są ci który we mnie zainwestowali własny czas, pieniądze, siły, miłość.
przymus życia.


suicide is a choice
not a crime







tak, oczywiście, przecież uprawiam tu użalanie się nad sobą w naczystszej wersji, rozwodzę się itd itd.


a po za tym, przecież ci pierdoleni pesymiści wogóle nie zasługują na szczęście. bo niby za co?
oni tylko narzekają, nudzą cały czas, coś zawsze jest dla nich nie tak, użalają się nad sobą,
zamiast wziaść się za siebie.
a w ogóle to nie powinniśmy się nimi przejmować, bo raz że psują humor, dwa że przecież mają
nasrane pod czaszką i trzy że codzień wygłaszają samospełniające się przepowiednie, więc samoistnie
dążą do autounicestwienia. to i lepiej, ewolucja w działaniu, jednostki zbędne i nie przystosowane
likwidują się ze społeczeństwa same. problem znika sam, tylko kwestia czasu.

[już o tym pisałem, ale jeszcze nie widziałaś tych stron, m.]


[tylko jestem ciekaw, czemu te samospełniające się przepowiednie działają tylko gdy mówi się
że coś pójdzie źle?]
[ale jestem pierdolonym pesymistą, więc nikt nie musi mi odpowiadać, mam nasrane pod czaszką.]



[jeszcze mogłby mi ktoś wytłumaczyć ten ciągły głód, te ciągłe pomyłki godne dyslektyków
[upierdliwe, gdy trzeba poprawiać prawie każdy wyraz który się przed chwilą napisało], ta łatwość
popadania w stresową panikę.]
[ale nikt nie musi mi odpowiadać.]



[dla nas pozytyne myślenie jest jak dla was negatywne. wytrzymacie godzinę, dzień dwa i
stwierdzicie że to jest do dupy,
nie działa, nie możecie tak i wracacie do swego.

to tak jak kościół chce leczyć homoseksualistów. chyba nadal do nich nie dociera że to nie
 jest choroba.]

[[[ z resztą, sami najwięcej o seksualności i rodzinie mówią, a gówno o tym z praktyki wiedzą.
ale to inny temat]]]





dla was to takie zajebiście łatwie, wystarczy włączyć silniczek, który was ciąnie pod górę waszej prostej.
zasilany czymkolwiek.
zabawą, imprezą, przyjaciółmi, optymizmem, pasją, sukcesami, alkoholem czy czymś zupełnie innym.
wystarczy włączyć i jedzie w górę, ciągnie, lekko i szybko.


moja prosta ma ujemny współczynnik a.
silniczkek stoi nieużywany, pod pokrowcem, żeby się nie kurzył.
stoi z braku paliwa, z trudności jego zdobycia, małej skuteczności, sprawności i mocy. gdy raz, dwa w
roku się uruchamia,
kaszle i prycha i zaraz staje w bezruchu.
zaś zgodnie z prawem poszechnego ciążenia, grawitacja ciągnie mnie dalej w dół, po równi, po prostej.







budzik.mgła.krawędzie peronów.












czekam do maja.
do końca matur.
ta cienka zielona nitka nie przerwała się, więc czekam.

i powiem co mam powiedzieć. jakkolwiek, powiem.

a potem..


pojebany przymus życia.
więc życie.
nie wiem tylko czy będzie to można życiem szumnie nazwać.



_______________
snr: 'egoistyczne bzdury!' 23:07:39 2008-11-15
(1) skomentuj


za dużo


kiedyś było was dwóch, trzeci pozostawał w domyśle.
ja i snr



teraz jest was mnóstwo.
nieskończenie wiele.

przybywa was w postępie ciągu gemetrycznego.


nie wiem nie mogę nie umiem
po prostu jesteście i jest was coraz więcej.

jedni mówią, drudzy krzyczą, inni szepczą, inni milczą.
niektórzy patrzą w przeszłosć, inni w przyszłosć, niektórzy patrzycie na mnie.

nie jesteście bardzo podobni, ale wszyscy nosicie to samo ciało, ten sam łeb z wielkim nosem, macie tę samą figurę stożka i optyczny zanik mięśni w górnych partiach.


jeden z was patrzy w lustro
inny płacze obok sali 57
ktoś z was leży pijany w wannie
inny nadal stoi na dachu
inny klęcząc nago w wannie z mokrym grzbietem patrzy w odpyw wody
kolejny siedzi przy komputerze
któryś ma zielone oczy, zimne błękitem jak lód.
ktoś jest nadal szczęśliwy. jest coraz bledszy, przezroczysty
ktoś stoi w jesiennym parku pełnym spadających kolorowych liści
stąpa po śniegu na dachach hal
siedzi zgarbiony na krześle w pokoju
patrzy się tępo w jeden punkt
ktoś z was ma krótkie włosy
ktoś bawi się
rozmawia
wykrzywia usta w grymasie bólu
mówi
któryś z was jest ubrany tylko w spodnie i śmieje się
czuje bolące gardło
widzi krew odpływającą do wody
ma przyjaciół
wychodzi trzaskając drzwiami
inny leży nago
słyszy spadający śnieg
klęczy nad sedesem pełnym krwi
patrzy na śmierć za życia
patrzy na zachód słonca nad zakładami
nie czuje strachu
stoi pośród kwitnących jabłoni i wciąga do płuc ich zapach
nie myśli o tym co widzi
odpływa
widzi popękane do krwii dłonie
wierzy
chodzi w glanach po opuszczonym budynku
wącha nocą powietrze przez okno



jest was za dużo by zlepić to w całość.
rozłazicie się wszędzie, robicie co chcecie.


jest was za dużo.








ja jestem tyko jeden.




____________________





stoję nad wanną z mokrymi włosami.
po ciele spływają krople wody.


twoje palce liczą moje wystające żebra.







jadę wieczorem autobusem.
ukradkiem dotykam włosów siedzącej tyłem do mnie nieznajomej dziewczyny


moje palce czują ciepło twoich policzków.







nocą przekręcam się na łóżku.
czuję wełnę kołdry.


twoja dłoń dotyka mojej wystraszonej skóry.







nocą wiciągam przed siebie ręce.
zginam je spowrotem.


twoje iluzoryczne ciepło, twój wyimaginowany zapach.








tracąc kontakt z wizualną stroną świata głowa opada na zgiętą rękę.
biała kratka czarnej koszuli krzyżuje się z okręgami włosów.


twoja dłoń równie delikatna jak opadający liść.









krople spływają w nieładzie po moich ustach.








wyobraźnia sięga tam gdzie kończą się granice prawdopodobieństwa
i rzeczywistość









ja wszystko wiem.
wiem jak jest
wiem jak będzie.

dokładnie znam swoje życie. do końca. śmieszne.

poniekąd już się skończyło, 20 lat i koniec tej huśtawki, tego rozpierdolenia osobowości.
poniekąd jestem w całości, posklejany i gotowy do życia.
odpowiedzialnego, pełnego, realnego.
pozlepiany. do kupy w całość.

śmieszne.


znam swoje reakcje. znam swój chatakter.

zaletą brak zalet umożliwia szybką autodefinicję.




za dużo.
za dużo trzymających się rąk, spacerów, liści, ciepła [tak uniwersalnego jak postać wektorowa wielkości fizycznej]
przytuleń, uścisków, pocałunków, herbat, trawy, podróży
dźwięków wyzwalanej migawki



za dużo
nad moją głową
między czaszką a mózgiem
miedzy 1 a 5 w nocy.
między obowiązkiem a marnowaniem czasu



nie ma tygodnia byś mnie wtedy nie odwiedzała.
nie ma dnia byś się nie pojawiała.


nie myśleć.
za trudno


myśleć.
to boli.
snr tylko siedzi z wyciągniętymi nogami, założonymi rękami i złośliwie się uśmiecha.


to boli że zawsze tak będzie.
że mimo wszystko tak będzie.

że działam tylko by to potwierdzić
by nie wmawiać sobie że nic nie zrobiłem.


to straszne gdy kończy się nadzieja.
głupia naiwna stała i ta sama. zawsze.

straszne gdy coś zaczyna docierać.


naprawdę.
wobec tego wszystko wydaje się takie śmieszne.
zbędne.
pozbawione sensu.

zadając sobie jedno pytanie.
po co? dlaczego?


dochodzę do niczego.











_______________
snr: 'egoistyczne bzdury!' 01:17:41 2008-10-12
(0) skomentuj


naucz mnie płakać


snr mówi wyraźnie że im bardziej szczegółowo to zaplanuję tym prawdopodobieństwo zaistnienia tej sytuacji coraz szybciej będzie dążyć do zera.
trzecia myśl ze smutkiem mu potakuje.


senner jednak twierdzi że musi się wyrazić, że sam fakt napisania o tym coś da.
tak twierdzi.




jeżeli się zgodzisz
jeżeli nie powiesz że to już przeszłość to coś zamkniętego i nie ma po co to tego wracać
jeżeli jedynym argumentem 'za' nie będzie ciekawość
jeżeli nie stwierdzisz że to za bardzo egoistyczne i już z tym egoizmem naprawdę przesadzam
jeżeli nie powiesz że to będzie poprostu nudne
jeżeli znajdziesz czas
jeżeli znajdziesz chęci
jeżeli będziesz chciała słuchać
jeżeli nie powiesz że w tym będzie za dużo mojego 'ja'
jeżeli nie powiesz że myślę tylko o sobie i nie wyobrażam sobie jak to może podziałać na ciebie



pewnego lipcowego późnego popołudnia wysiądę z 512 i odwrócę się do autobusu (a pewnie to będzie niskopodłogowy neochłam). on odjedzie a ja zobaczę skrzyżowanie, makdonalda i piękne kolorowe chmury na niebie oraz, za nimi, szykujące się do zachodu, słońce. w myślach przez chwilę będę miał jeszcze przeciwną stronę ulicy, jej róg, zaspy brudnego śniegu, ciemność grudniowej godziny siedemnastej i żółte światło latarnii. obraz zaraz zniknie zkwitowany trzeciorzędną myślą 'za chwilę znów to się pojawi'.
ruszę przed siebie, przejdę przez jezdnię i tym razem w myślach pokaże mi się obraz listopadowego wieczoru, niemożliwie żółtych chodników, kałuż i terenowego samochodu wyjeżdżającego z parkingu po lewej. pojawi się krótka, archiwalna myśl będąca tłem do tego obrazu - o 'miękkich' kołach terenowych pojadów i ich 'skoczności'. wszystko zniknie bo skrecę w prawo. będę miał przed sobą dłuższy odcinek ulicy. na niej nikogo, kilka samochodów zaparkowanych na chodnikach.
przejdę te 300 czy 500 metrów i usiądę na lewym krawężniku, postawie po swojej lewej stronie torbę z aparatem. chwilę zaczekam, przełożę torbę na swoją prawą stronę. będę czuł letnie, gorące powietrze, zapach rozgrzanego asfaltu i przez chwilę uśmiechnę się sam do siebie. będę czuł zdenerwowanie, będę miał charakterystyczne dreszcze mięśni brzucha, będę zadawał sobie pytanie myślą pierwszorzędną 'czy ja napewno dobrze zrobiłem?' ale nie w tonie desperacji, a wprawienia się w tę sytuację. poczekam jeszcze kilkanaście sekund walcząc ze samym sobą. wyjmę telefon, odblokuję klawiaturę, nacisnę strzałkę w dół, szóstkę i zieloną słuchawkę. poczekam kilka sekund i nacisnę czerwoną słuchawkę. będę jeszcze patrzył na ekranik telefonu przez kilka sekund po czym położę go na chodniku.
pomyślę myślą pierwszorzędną i sztuczną 'najgorsze trzydzieści sekund w moim życiu', snr prychnie, a myśl trzeciorzędna doda '?..' do końca zdania.
po minucie bądź niecałej wyjdziesz z domu, otworzysz furtkę i skręcisz w prawo. może się nie rozejrzysz idąc pewnie przed siebie, a może najpierw spojrzysz w dół ulicy a dopiero potem zaczniesz isć. piędziesiąt albo sześćdziesiąt metrów.
staniesz nade mną. może schylisz się żeby się ze mną przywitać. ja może nie wstanę mimo, że pierwsza myśl wraz z trzecią będą mnie kopać w siedzenie żebym się ruszył, moze podniosę się ale nie wyprostuję w całości, może wstanę już dużo wczesniej. może powiesz przepraszającym tonem, że ktoś do ciebie wpadł i nie możesz go tak zostawić samego/samą. może powiesz że nie możesz mi poświecić więcej niż dwie godziny. może powiesz żebym wszedł do ciebie do domu, może będziesz nalegać. ja powiem cicho że nie chcę i spojrzę na ciebie wzrokiem, którym bedę chciał wyrazić 'chcę żebyśmy siedzieli tu obok siebie, przy rozgrzanym asfalcie, słońcu za plecami i naszymi stopami opartymi o jezdnię, tu gdzie nikt nas nie będzie podglądał, nikt nas nie zapyta, nikt nas nie będzie słuchał, gdzie każde z nas będzię się czuło choć trochę obco. proszę zostańmy tu'. i to będzie trudne do wyrażenia, i w takim razie, jeszcze trudniejsze do odebrania. ale jesteś kobietą, jesteś wrażliwa i cholernie inteligentna, więc choć część przekazu uda ci się, z prób mojej niezdarnej, wzrokowej ekspresji, wyciągnąć. może będziesz stała przede mną bądź obok mnie. może zaczniesz spacerować po ulicy, może zaczniesz tańczyć i śpiewać i może po kilkunastu sekundach widząc mój charakterystyczny uśmiech powiesz śniejąc się 'przepraszam' a ja powiem że nie masz za co. może usiądziesz obok mnie na krawężniku, może zmienisz zdanie.
nie wiem czy będziesz patrzyła na mnie czy na asfalt czy na stopy czy przed siebie. ja będę patrzył się na twoją twarz do momentu w którym ty na mnie spojrzysz, a wtedy ja spuszczę wzrok na swoje buty i być może nogi wystające spod którkich spodni. (pomyślę myślą pierwszorządną i głupią przez moment czy jednak nie warto było pozostać przy tym, że widujesz mnie zawsze w długich spodniach.) zapytam czy twoi rodzice nie mają zamiaru wychodzić ani wyjeżdżać z domu. zapytam cię pewnie jeszcze raz czy na pewno chcesz tego wysłuchać, powiem że może być nudne, i powiem 'itakdalej'. może powiesz że 'nie' i zaczniesz mówić o braku celu tego półmonologu, może powiesz 'nie' i oznajmisz ze zaciągasz mnie na imprezę. może powiesz 'nie', odwrócisz się i wrócisz do domu. może powesz 'tak'i może dodasz żebym zaczynał bo chcesz wiedzieć po co ten cały cyrk. może powiesz 'tak' i będziesz na mnie patrzyła z uśmiechem.
i tak, niezależnie od odpowiedzi, będę miał pustkę w głowie. powiem na głos 'nie wiem od czego zacząć..' ale zaraz twoja osoba siedząca obok sprawi że zacznę mówić:

'przechodzimy przez jezdnię, stajemy na rogu. ty dajesz mi torbę z prezentem..'

i będę mówił o słowach, zaspach śniegu, przystanku, światłomierzu, czarnej metalowej części, autobusie siedemsetileś, zaparowanym oknie, przystanku przy wileńskim, pięcetsiedemnaście, trzydziestu minutach czekania, glanach, zimnie, palcach u stóp, obiedzie w domu, smsie o sylwestrze, ścianie, pociskowi, rozrzutowi, reakcji, odłamkach, dwóch dniach, nocy, łzach, smsach, niepamiętaniu, spotkaniu w poniedziałek, odręcznym pisaniu, notce na blogu, marzeniach, czymś prawdziwym, feriach zimowych, zakładach, zdjęciach, zenicie, telefonie, traceniu, symbolice, kinie muranów, niepamiętaniu, czytaniu 'imię róży', wiośnie, zieleni, dziewczynie z inernetu, płycie system of a down, piosenkach f.i.s.z.'a, niemożności, uczuciu, myślach, pewnej stronie..
.. i tu powiesć zwolni nieco. zapytam cię najpierw o płytę system of a down, a później pewnie o chęci posłuchania kilku minut fragmentów kilku utworów. możlwe, że powiesz że nie chcesz. może coś zanucę ale tylko zacznę. wyciągnę z torby kilka białych kartek z wydrukowanymi tekstami i pięć zdjęć. dam ci to do rąk i poproszę żebyś swój komentarz zapamiętała i powiedziała na końcu i uargumentuję to ciągłością opowieści. zobaczysz pierwsze zdjęcie. może zdziwisz się, może nie zareagujesz jakoś specialnie. zaczniesz czytać dalej i oglądać pozostałe zdjęcia. gdy skończysz ja opowiem o każdym ze zdjęć i tekście. może spojrzysz na mnie ze złością, powiesz kilka słów i odejdziesz. może zaczniesz coś mówić. możę to podchwycę, może poproszę żebyśmy o tym rozmawiali na końcu. i będę dalej..
.. mówił o tchóżostwie, planach, zamiarach, obawach, myślach, prysznicu, łazience, ręczniku, pustce, niepamiętaniu, lecie, obawach, zamknięciu, szybkości czasu, niepamiętaniu, wizycie w lokomotywowni, jeździe autobusem, myślach na skrzyżowaniu z radzymińską, basenach legii, zenicie, helu, martynice, pustce, niepamiętaniu, gazecie ze zdjęciem, zdjęciu, śladzie człowieka w piasku, byciu martwym, czwartku, spotkaniu na lekcji, unikaniu, niewiedzy, zachowaniu się, skonfudowaniu, 'itepe', wspomnieniach listopadzie, świętach, braku, sylwestrze..
.. i tu opowieść nieco zmieni ton..
.. twoich 18 urodzinach, odradzaniu, powolności, feriach zimowych, play station 2, moim wujku, tostach, nadzieji, powrocie, łonie, singlu, marcu, płycie, mojej osiemnastce, aparacie, kwietniu, klubie, urodzinach, monice z MTZu, powolności, maju, czerwcu, dziewczynie, powolności, przywiązaniu, wiankach, caravan, summertime, końcu roku, arctic monkeys, spacerze, pocałunku, szoku, masie krytycznej, nerwach, telefonie, łzach, własnym pokoju, 'adagio for stings' barbera, wakacjach, pewnej wolności, nudzie, spotkaniu w ogrodach BUWu..
i może tu skończę opowieść. choć mógłbym opowiadać dalej. spytam cię czy chesz bym kontynuował. może powiesz nie i powiesz że już późno. może powiesz że nie i że ci zimno. może powiesz nie i zaczniesz mówić. może powiesz tak.
.. i dalej będę mówił o kudowie, smsach, martynice, ideale, sugestii, chwilowym i złudnym poczuciu bycia gentelmenem, statywie, aparacie, zdjęciach, powolności, opuszczonej hali, róży luksemburg, nieznanych ludziach, zaskoczeniu samego siebie, zdjęciach, powrocie, wrześniu..
.. i opowieść znów nieco zmieni ton ale jej nie przerwę..
.. o maturze, kursie, matematyce, fizyce, zwątpieniu, braku szans, dziewczynie o kolorach #8B5625 #5B913C , jesieni, wrześniu złotej jesieni, liściach, marzeniu, zdjęciach, liściach klonu, kolorze brązowym i zielonym, niemożności, zniechęcenia, kursach, braku kontaktu, sinusoidzie, wojskowej kurtce, spotkaniu, wulgarnym typie, załamaniu, listopadzie, zdjęciu, konkursie, wernizarzy, winie, tobie, pewnym schemacie, walce ze sobą, niepamiętaniu, wrażeniu, przejściu samemu, wiolonczelistce, zdjęciu, niezdecydowaniu, własnej klasie, świętach, braku, zniechęceniu, współczuciu, zielonej żabie, mms-ie, uczuciu, połączeniu, dziwnym zachowaniu, tęsknocie, niemożności, sylwestrze, niepamiętaniu, polonezie, własnej klasie, partnerce, studniówce, odczuciu zmiany, niesamowitym naładowaniu, zdziwieniu, przekonaniu, trwaniu, podwyższeniu, feriach, spotkaniu w CSW, śnnie, coldplay'u, budziku, marzeniu, ramionach, następnym dniu, ani z chóru, freudzie, oczywistości, szukaniu za mnie, wystawie, smsach, dodatkach, pożegnianiu..



i może tu zakończę moją opowiesć. może będę ją kontunuował a pojawią się w niej słowa 'matury' 'matematyka' 'fizyka' 'polski' 'angielski' 'wyniki' 'życie' 'sens' 'przyszłość' 'niewiedza' a pojawią się może jeszcze inne słowa które zaistnieją do lipca.

tego bądź innego lipca.



i podsumuję to kilkoma zdaniami w których powiem o tęskoncie, smsach od ciebie, myślach, życiu, zapomnieniu, 'zawsze', jesieni, podziękowaniu, początkowym, innym zamiarze.


nie wiem co powiesz, co zrobisz.




nie wiem jak długo będziemy siedzieć na tym krawężniku. będę chciał żebyśmy siedzieli całą noc.



zapewne powiesz że musisz isć w momencie gdy włączy mi się ten tryb, ten prawie conocny tryb szczerej nocnej rozmowy oraz panicznej i desperackiej konieczności wysłuchania.
i to będzie najgorsze.
i dlatego że pójdziesz i dlatego, że mi się ten egoistyczny tryb włączy



będę chciał abyś coś powiedziała w odwrotnej sytuacji, coś od siebie..
będę słuchał.




będę chciał cię przytulić.
nie wiem co zrobisz.




kiedy już odejdziesz położę się na chodnku.
nie wiem co będzie się działo w mojej głowie.
może to będzie to uczucie pustki i braku punktu w przyszłości o który się zaczepiam by jakoś się zbierać do kupy.
może to będzie tęsknota do ramion ciepłych i delikatnych. nie wiem do czyjich.
może to bedzie ciekawość stanu twojej głowy.
może to będzie chaos i niezrozumienie twoich słów, świadomość mojego powolnego myślenia i potrzeby dużej ilości czasu na prawidłową interpetację.
może to będzie chęć zaśnnięcia na płytach tego chodnika i przybrania jego postawy.
może to będzie zdanie sobie sprawy że już nie pozostało nic prócz nieskończonej pracy, niepewnej przyszłości i chęci realizacji przygnębiających planów

może.


ale prawie na pewno to będzie cicha ale stanowcza i wielka wdzięczność za to że pozwoliłaś abym przyszedł i rozlał się przed tobą.




żałować będę tego
że nie uronię ani jednej łzy.
_______________
snr: 'egoistyczne bzdury!' 01:58:05 2008-02-16
(0) skomentuj


.

wyciągam album żeby schować zdjęcie klasowe.

wyciągam z koperty na ostatniej stronie wszystkie zdjęcia klasowe.
widzę zdjęcie z 1 klasy LO


Zapek z krótkimi włosami a nie rozwianą grzywą a'la 70's
kilka twarzy których zapewne nigdy więcej nie zobacze wobec których

nie czułem nic i wcalę tego nie żałuję.


widzę siebie.
z przed 2 lat.
wrzesień 2005.


z niemałym zaskoczeniem odkrywam że moja twarz nparawdę wygląda

całkowicie inaczej niż ta którą widuję co dzień w lustrze.

tamta jest jakaś jaśniejsza, bardziej radosna, pogodniejsza, gości na niej uśmiech, oczy układają się w odwrócone garbem do góry litery D, widać w nich błysk, radość..




ta z lustra jest nakryta jakimś cieniem, rysy są ostrzejsze, brwi zazwyczaj zmarszczone, nastroszone, na ustach grymas zmęczenia, oczy głęboko skyte i zmęczone, a w nich nieufność..

co się stało?..


to nazywa się 'stawanie się dorosłym człowiekiem'?
to?

czyli to jest dorosłość w tym świecie?..






zaczynam mieć powoli tego dość. tego wszystkiego - porannych pobudek co dnia, zaspanych oczu w sobotę i niedzielę wypatrujących pociągu, niby ciągłej nauki a tak naprawdę to jedniej wielkiej wątliwości i obawy o przyszłość.



matura z matematyki i fizyki.
wszystko rozszerzone.



tylko ja jak na razie czuję że nie zdam podstawowych.

co z tego że kurs? tam jest poziom dla inteligentnych. takich co dla przyjemności zrobią zadanie, policzą i umieją i trenują. nie dla takiego co siedzi nad najprostszym zadaniem kilkanaście minut, a i tak go nie rozwiąże.

nie dla takich co nie potrafią zebrać myśli żeby przypomnieć sobie wzór. nawet na minutę.



siadam i czytam treść. w głowie oczywiście pustka, jakieś ogólniki. próba przypomnienia sobie wzoru kończy się na odpłynięciu daleko, daleko trzymając się jakiejś myśli jak latającego dywanu.


każde zadanie. tak samo.
odpływam a po kilku minutach kładę głowę na książce i z wyzwiskami pod własnym adresem miesza się kilka prostych myśli

'spać'
'to nie ma sensu. wszystko. wszystko absolutnie wszystko w mojej egzustencji'
'nie zdam tej matury'
'do dupy'



nie zdam i co dalej?..

komisja poborowa na 8 października




nawet jak zdam.
co dalej?..

..i do końca życia tam mieszkać. spokojnie cicho nikomu nie przyszkadzając. nikogo nie obchodząc. chodząc do pracy na mało odpowiedzialnym stanowisku zarabiając tyle aby zostawało coś na jedzenie i zbieranie na jakieś dobra materialne. zniknąć ze społeczeństwa. nie pasując w tym świecie w tym kraju w tej ludzkiej mentalności zniknąć zamknąć się aby nikt nie mógł zakłócić

dożywotniej samotności..





skąd motywacja?
skąd chęć?
skąd?..







sprawa z dziewczyną o kolorach #8B5625 #5B913C




to było chwilowe zauroczenie.
ale od razu wiedziałem już że nie.
czemu?



bo jestem jaki jestem.
bo szarmancki elegancki i inteligentny jestem tylko w swoich marzeniach o własnej osobie.



bo chyba tak naprawdę to niestety bliżej mi do wojskowej kurtki i spodni moro.. do takiego wulgarnego, do połowy intelgentnego typa.



nie chcę taki być.
ale chyba nie da się tego zmienić. i nikt nie wie jak bardzo bym chciał..
ja sam nie umiem pracować nad sobą.
bez motywacji
bez celu
bez sensu
egzystencji..



gdyby moje marzenia o mej własnej osobie by się spełniły, może grudzień 2005 nigdy by nie nastąpił..



ale się nie spełniają.
ale nastąpił.
i lepiej.
bo m. zdecydowanie zasługuje na kogoś o wiele lepszego niż ja





pomyślałem o m. na jej studniówce.
musiałaby wyglądać pięknie.

[i na pewno będzie]


zapewne w sukni w stylu lat międzywojennych
bo przecież chyba te lata lubi najbardziej..


gdybym ją zobaczył po prostu bym stał i się patrzył.


nie byłybm w stanie się odezwać.
nie czyłbym się.. godnym.
inteligentnym
szarmanckim
eleganckim

nawet w najlepszym garniturze.


nie ja, w środku pół wulgarny typ którego nienawidzę.






o swojej studniówce nawet nie chcę myśleć.
z tymi ludźmi z takim nastawieniem do świata..
ze mną który najchętniej w ogóle by tam nie poszedł..




'słoneczne dni wrześniowe'

liście pod drzewami
zielona trawa


mgła
żółte latarnie i zapach listopada
2005




wszystko wraca ale zamglone. takie, nie dość że nie rzezczywiste, to taki jak przez grubą ścianę..

przez 2 lata wypracowany system odrzucania i unikania wspomnień które

podowują
że mógłbym się rozpłakać w środku lekcji
w pociągu
na miodowej..

wypracowana znieczulica na bodźce zewnętrzne i wewnętrzne.
coraz silniejsza
we wszystkich dziedzinach życia
nawet nie związanych ze wspomnieniami..






wbrew temu wszystkiemu m, jest jeszcze mnóstwo rzeczy o których nie wiesz. może nie chcesz. może to i lepiej.
o to czy chcesz zapytam cię na naszym spotkaniu gdy zaistnieje ryzyko że nasze drogi nigdy więcej już się nie przetną.
bo jeszcze nie teraz.


bo może znów coś zepsuję..



_______________
snr: 'egoistyczne bzdury!' 00:05:00 2007-09-27
(1) skomentuj


.

to bezsens.

nie da sie przelac calego wewnetrznego chaosu, pozornego spokoju i nudy a jednak paniki i checi wycofania sie ze wszystkiego. nie slowami.



nie da sie wyrazic tego braku kogokolwiek. tego kogokolwiek z kim mozna porozmawiac. z kim mozna wymienic mysli. poglady. podyskutowac i legnac pod jego argumentami uswiadamiajac sobie braki swojej inteligencji.


tego kogos komu mozna powiedziec. powiedziec ze w tej wojskowej kurtce momentami czuje sie jak idiota. jak amerykanski 40 letni polglupek po skonczonym stazu w armii. a przeciez to tylko kurtka..

[snr]sam twierdzisz ze charakter i wnetrze promieniuje na zewnatrz przez ubranie i wyglad[/snr]

wiec cos w tym jest..?


brakuje kogos komu mozna powiedziec ze czulem sie jeszcze gorzej w tym stroju gdy naprzeciwko mnie stala m. ladnie ubrana. w swoim stylu. zgodnie ze swoim wnetrzem i charakterem..


i komus komu mozna powiedziec o tym ze nastepnego dnia przypomnialem sobie o czarnej materialowej rozy przy jej spodnicy..

o czyms co mogla miec w swoim stroju tylko m..

i o zdaniu sobie sprawy jak bardzo sie roznimy. jakie miedzy nami zachodza kontrasty.
moze pierwszy raz od 2005 moze po raz kolejny ale tym razem bardziej obrazowo i docierajaco do swiadomosci..


i komus komu mozna pokazac wlasna glupote i slabosc gdy za kilka godzin zmienie opis na gadu-gadu na 'blog'


i tylko jedna osoba bedzie wiedziala na jaki adres wejsc..


m.
ja nie wiem co mam zrobic z ta slaboscia do Ciebie..
nie wiem..


[i za kilka godzin znow spojrze na ten niechlujny text wklepany klawiaturka telefonu, tym razem na monitorze.

i pomysle 'moge to skasowac i nie bedzie sladu po 'nocnych myslach'..
ale nie.
nie skasuje.
odpowiedzialnosc za napisane slowa.
odpowiedzialnosc..
tak to sie chyba nazywalo..

i pomysle 'moge nie ustawiac tego opisu i nikt sie o tym nie dowie'
ale nie.

nie wiem jak to sie nazywa..


pomysle 'to bezsens'
i pozwole toczyc sie temu dalej..]
_______________
snr: 'egoistyczne bzdury!' 01:55:03 2007-09-07
(3) skomentuj


retrospekcja

z listopada 2006

gdzieś między
3 a 6
snnem a marzeniem
duszą a uspionymi zmysłami
pojawiasz się i pytasz o nieistniejace pożyczone płyty



pojawiasz się znów z pytaniem
o cel i powod
mojej obecności
między tu a parterem
a miedzy duszą a sercem
pojawia sie ten stan
ciałem a mózgiem
jego interpretacja
między pustką a załamaniem



między 1 a 3
schematem a kolejną czynnoscią
wodą a prysznicem
recznikem a mokrą skórą
oczami a mózgiem
rodzi się po raz kolejny wizja
ciała stojacego na dachu
i szczątków duszy
pozostałych obok..



między skronią a lufą
silną wolą a strachem
egoiznem a szacunkiem
świadomą decyzją a instynktem samozachowawczym


naciskam na spust



to było

_______________
snr: 'egoistyczne bzdury!' 23:58:46 2007-04-28
(0) skomentuj




dzisiaj minęiśmy się w przejściu na miodowej.
dziś widziałem twój samochód na nowym świecie.

dziś przeczytałem ostatnie notki jeszcze raz.

miała być przyjaźń
ale nie ma.
przeze mnie.

bo ja też bym jej pragnął.
nadal jej pragnę.

gdybym tylko nie bał się ludzi
gdybym tylko nie był sobą
nie był tym kim jestem

gdybym tylko mógł się oczyścić z tych myśli
z tych myśli
aby naprostować to co trzeba


chciałbym coś powiedzieć
aby było mi lżej

chciałbym porozmawiać
aby zrozumieć i zobaczyć
chciałbym opowiedzie tę historię komuś kto ją zna jeszcze raz

aby mi wytłumaczyć co i jak
czego mam się bać a o czym zapomnieć.


ale tę historię znają tylko 2 osoby.



a ja nadal jestem więźnem własnego umysłu.

snr popycha mnie ku krawędzi..

28 grunia 2005 umarłem.
z dniem 2 stycznia 2006 umarłem jeszcze raz.


teraz to już nie jest życie.

_______________
snr: 'egoistyczne bzdury!' 01:21:16 2007-01-07
(1) skomentuj